-5°C

Michał Kołodziejczak: Sytuacja nie jest zła. Jest tragiczna

Napisał  Gru 23, 2018

O bieżącej sytuacji dotyczącej realizacji postulatów Agro-Unii i Unii Warzywno-Ziemniaczanej rozmawialiśmy z Michałem Kołodziejczakiem - liderem protestujących rolników. 21 grudnia br. w Warszawie odbyło się spotkanie rolników ze Wspólnoty Konsumentów i Rolników Agro-Unia z ministrem rolnictwa Janem Krzysztofem Ardanowskim.

Następnego dnia na platformie Facebook wśród rolników ponownie zawrzało, bowiem pojawiła się informacja o strajku pod Sejmem RP, planowanym na 16 stycznia przyszłego roku.

Jak mówią sami rolnicy, celem protestujących jest zwrócenie uwagi na trudną sytuację polskiego rolnictwa. Największym echem odbiła się była blokada autostrady A2 z 12 grudnia br. gdzie przedstawiono 10 postulatów, domagano się przyjazdu premiera Mateusza Morawieckiego, na miejscu protestu pojawił się minister Ardanowski, który zaprosił protestujących na spotkanie w ministerstwie rolnictwa. Spotkanie to odbyło się 21 grudnia.

O komentarz do zaistniałej sytuacji poprosiliśmy Michała Kołodziejczaka – lidera protestów, które odbywają się od początku roku:

– Kilka dni temu odbyło się spotkanie przedstawicieli Agro-Unii w ministerstwie rolnictwa, w którym również Pan wziął udział. Obserwujący sytuację związaną z Waszymi postulatami zmian i protestami, mogli odnieść wrażenie, że wszystko jest na dobrej drodze, aby się dogadać. Padły deklaracje zmian ze strony resortu rolnictwa i konkretne działania, m.in. cofnięto zgodę na import mięsa wieprzowego z tzw. strefy czerwonej na Litwie, odwołano też Zastępcę Głównego Lekarza Weterynarii, a 11 grudnia weszła w życie nowelizacja ustawy o przewadze kontraktowej.

Tymczasem pojawiły się sygnały, że na 16 stycznia 2019 roku planowany jest strajk w samej stolicy - pod Sejmem RP.

- Ustalamy szczegóły, a takie daty strajku ustala zawsze minister z premierem i w tej chwili jesteśmy uzależnieni od ich decyzji – odpowiada Michał Kołodziejczak na pytanie redakcji portalu OkiemRolnika.pl – mamy do rozwiązania trzy strategiczne dla nas punkty z którymi wystąpiliśmy do ministra, a my jesteśmy po prostu od tego, żeby wywierać presję na dobre dla nas decyzje, bo widzimy sami, że to nie jest wcale takie łatwe z ich strony, żeby coś dobrego dla nas zrobić i trzeba się o to bardzo mocno upominać.

– Widzimy też pewien problem, na który ministerstwo i rząd mówią, że nie mają wpływu. Gdzie do końca tak według mnie nie jest i moim zdaniem nie jest to prawda. Umywają ręce mówiąc, że to „tamci”, a tzw. „tamci” też mówili, że to nie oni, że to Unia Europejska i ci obecni mówią to samo. Do nas to kompletnie nie trafia i czekamy na przedstawienie konkretów – dodaje Kołodziejczak.

Lider protestujących rolników, porównywany często z Andrzejem Lepperem skomentował też samo spotkanie w MRiRW, które odbyło się 21 grudnia w Warszawie:

– Na ostatnim spotkaniu w ministerstwie, gdzie minister i główny lekarz weterynarii wiedzieli z czym do nich przychodzimy, a główny lekarz nie jest przygotowany - nie miał żadnych dokumentów i informuje nas, że ich przygotowanie zajmie ponad miesiąc, no to tak naprawdę nie odrobił pracy domowej i nie przygotował się, dlatego teraz musimy czekać na te dane. Jest to dla mnie szok, żeby dokumenty, które powinien mieć pod ręką, były tak długo przygotowywane. Ale nie damy się przeciągnąć w czasie i jasno mówimy: po połowie stycznia, jeśli nie będzie konkretnej reakcji na obecną sytuację, zaczną się kolejne protesty. Nas nie interesuje, czy mięso przywożone z zagranicy jest zdrowe czy chore, po prostu jest z zagranicy, co powoduje, że Polska traci możliwość płynnej produkcji wieprzowiny i teraz ten argument przestał się sprawdzać – że sytuacja na polskim rynku jest zła, bo mamy nadprodukcję warzyw, wieprzowiny, czy też mleka. Obecnie produkcja mięsa wieprzowego jest o wiele mniejsza i też jest źle, czyli rynkiem kieruje coś całkiem innego.

Według Michała Kołodziejczyka sytuacja na rynku wieprzowiny jest tragiczna a ministerstwo bezradnie rozkłada ręce, zasłaniając się prawem unijnym.

– Tak naprawdę nie jest źle, tylko tragicznie. Dlatego polski rynek trzeba bronić. Po ostatnich rozmowach w ministerstwie odnoszę wrażenie, że urząd ministra rolnictwa, czy też głównego lekarza weterynarii nie mają w ogóle racji bytu, bo oni mówią, że nic nie mogą, że to prawo unijne wszystko reguluje – negatywnie ocenia pracę resortu rolnictwa Michał Kołodziejczak – usłyszałem też, że jeśli zabronimy przywozu mięsa z Litwy to Litwini już powiedzieli nie będą kupować od nas żywych zwierząt. Za same takie słowa ktoś z Litwy powinien być pociągnięty do odpowiedzialności, przecież obowiązuje prawo unijne i ja się pytam na jakiej podstawie ktoś tak robi, bo przecież tak naprawdę taka świnia nie jest spoza strefy UE może być wożona i sprzedana w dowolnym kraju Unii Europejskiej bez żadnych dodatkowych pozwoleń. Gdyby to było takie proste, to nie mielibyśmy sytuacji takiej, że przywożone do Polski są takie ilości mięsa wieprzowego z Danii i z Belgii, tylko byśmy zabronili i koniec, no bo przecież oni od nas nie kupują, więc dlaczego my mamy kupować od nich - ale to tak nie działa. Takie działanie nie jest zgodne z żadnymi przepisami, nie można traktować rynku jako układu pewnych zależności, gdzie jest powiedziane że wy nam sprzedacie tyle, to my od was też tyle kupimy – podsumowuje Kołodziejczak.

(rpf) Paweł Pąk

reklama reklama reklama reklama reklama