22.1°C

partnerzy:

reklama
Skandal w czeskiej ubojni - nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka... fotolia

Skandal w czeskiej ubojni - nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka...

Napisał  Mar 06, 2019

1200 kg wołowiny bez certyfikatów i stosownych stempli w nielegalnej rzeźni w Pradze odkryli inspektorzy weterynarii, policjanci i celnicy. Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka – mówi dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej Jacek Podgórki w odniesieniu do nakręcania spirali kłamstw przez stronę czeską w stosunku do polskich hodowców.

Poniżej prezentujemy wywiad z dyrektorem Instytutu Gospodarki Rolnej Jackiem Podgórskim.

Marta Wiszczycka: Czesi byli jednym z narodów Europy, który najsilniej atakował polskie ubojnie, hodowców bydła mięsnego, polską weterynarię. Teraz jednak to właśnie w Czechach doszło do skandalu…

Jacek Podgórski: Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Razy kilka, bo jeśli sięgniemy pamięcią o parę lat wstecz, bez trudu przypomnimy sobie sytuację, w której Czechy, do spółki ze Słowacją, nakręcały spiralę kłamstw względem polskich producentów jaj. Wówczas argumentowano, że polskie jaja są skażone, polskie kury utrzymywane w fatalnych warunkach, a polscy dostawcy nierzetelni. W ostatnich tygodniach, jak pani słusznie zauważyła, ten sam schemat zastosowano wobec sektora produkcji wołowiny z wszystkimi jego trybami, czyli producentami, ubojniami, dystrybucją, transportem i służbami weterynaryjnymi. Dziś okazuje się, że ataki strony czeskiej obróciły się przeciwko nim samym. Trzeba być krystalicznie czystym, aby prawić komuś takie reprymendy, do jakich zdolni byli Czesi. Tymczasem okazuje się, że w tym kraju, w samym jego sercu, bo przecież w stolicy, inspektorzy weterynarii, policjanci i celnicy odkryli nielegalną rzeźnię. Na miejscu znaleziono 1200 kg wołowiny bez certyfikatów i stosownych stempli, a o odkryciu rzeźni poinformował rzecznik Państwowego Urzędu Weterynaryjnego. Miroslav Toman ma teraz niemały problem. Myślę o rozwiązaniu tego skandalu w możliwie najbardziej dyplomatyczny sposób oraz uratowaniu dobrego imienia czeskiego sektora mięsnego. Ale to przecież nie nasze zmartwienie…

M.W.: Co powinna zrobić w tym przypadku strona Polska?

J.P.: Dokładnie to samo, co zrobiła strona czeska. Nagłośnić problem i sprawić, aby tym razem Czesi odczuli skutki czarnego PR. To nie jest działanie przyjazne, ale takie warunki sporu narzucili nam nasi południowi sąsiedzi. Zresztą wczoraj na profilu w serwisie tweeter należącym do polskiego ministra rolnictwa dało się zauważyć początki takiej kampanii. To dobrze, bo pokazujemy, że nie jesteśmy chłopcami do bicia. Takich sytuacji było już zbyt wiele.

M.W.: Co ma Pan na myśli?

J.P.: Bezpodstawne atakowanie polskiego rolnictwa i jego nierówne traktowanie na arenie europejskiej. Czasem odnoszę wrażenie, że Polska jest wielkim tortem i że każdy chce uszczknąć dla siebie jego kawałek. Kiedy polski sektor hodowli zwierząt futerkowych był w okresie największego rozkwitu, rozpoczęły się ataki organizacji ekologicznych przy ogólnym poklasku instytucji unijnych, kiedy sektor drobiarski zaczął piąć się w górę na światowych rynkach, na polskich producentów nałożono konieczność dokonania wielkich inwestycji, kiedy polskie jaja zaczęły być towarem pożądanym i konkurencyjnym, rozpoczęła się wspomniana czesko-słowacka kampania połączona z atakami „ekologów” i wycofywaniem się z korzystania z polskich „trójek” sieci hoteli i hipermarketów, a jakże! Głównie niemieckich i francuskich. Kiedy dobrze zaczęło dziać się na polskim rynku zbóż, Podlasie zalały bezcłowe kontyngenty taniego zboża z Ukrainy, kiedy sektor produkcji stłuszczonych wątróbek gęsich był najsilniejszy zlikwidowano go. Nie wspomnę o próbie likwidacji niezwykle rentownego działu produkcji mięsa koszernego i halal. Czy tak wygląda równe traktowanie?

M.W.: Polska jest tu odosobniona?

J.P.: Nie zawsze. Ale czy przeciętny Kowalski słyszał o tym, że z terenów flamandzkich zostały rozesłane na całą Europę jaja skażone fipronilem? To absolutnie zakazana i wysoce szkodliwa substancja. Czy ktoś słyszał o aferach w niemieckich ubojniach z ubiegłego roku? To paralelna sytuacja względem tej z naszego podwórka, a teraz także z Czech. Podobne informacje można mnożyć niemalże w nieskończoność.

M.W.: Co powinna w takim razie zrobić Polska?

J. P.: Grać twardo. Pokazać, że my też możemy ugryźć. Należy także stworzyć prawo, które skutecznie będzie chronić polskich rolników przed podobnymi sytuacjami. Oczywiście nie znaczy to, że mamy dbać wyłącznie o PR – bezwzględnie należy dofinansować inspekcję weterynaryjną i oczyścić polską produkcję rolną z wszelkich patologii. To promil tej działalności, ale jedna czarna owca potrafi zepsuć wizerunek całej branży. Dobitnie pokazał to przykład ubojni spod Ostrowi Mazowieckiej. Niestety część polityków nie widzi problemu i idzie w zupełnie odwrotnym kierunku. Jeśli spojrzymy na propozycje wysuwane choćby przez Krzysztofa Czabańskiego czy Pawła Suskiego, to włos jeży się na głowie. Ci ludzie planują na przykład rozszerzenie uprawnień organizacji ekologicznych, niezwykle często będących przecież, mówiąc kolokwialnie, na pasku obcych grup interesów. Mierzeja Wiślana, Puszcza Białowieska czy inne wspomniane ataki tylko to potwierdzają. Dlatego Instytut Gospodarki, z inicjatywy prezesa Szczepana Wójcika, stworzył katalog zmian, które powinno się wprowadzić, aby w przyszłości można było uniknąć podobnych sytuacji. Można znaleźć go na stronach IGR. Tak czy owak, wracając do sedna i początku naszej rozmowy i sprawy Czech… Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy.

(rpf) jp / Źródło: Instytut Gospodarki Rolnej

Najnowsze filmy

Slide thumbnail
Slide thumbnail
Slide thumbnail

Slide thumbnail

Slide thumbnail
Slide thumbnail
reklama