fbpx
Mimo dość wysokiej ceny w skupie, hodowla trzody chlewnej pozwala dobrze zarobić tylko dużym producentom generującym efekt skali. fot. Adobe Stock

Ceny tucznika: W kryzysie przetrwają jedynie większe hodowle

Napisał  Sie 07, 2022

Niemieckie zrzeszenie VEZG utrzymało stawkę za kilogram tucznika na poziomie takim jak podczas ostatniego notowania, wynoszącą 1,85 euro za kg w klasie E (8,70 zł). Z kolei na tzw. małej niemieckiej giełdzie odonotowano podwyżkę do 1,90 euro za kilogram w klasie E (8,95 zł). Zauważalny jest zwiększony popyt spowodowany prawdopodobnie ograniczoną podażą.

- W Polsce trudniej o surowiec. Spotęgowane jest to bardzo wysokimi kosztami importu gotowych tusz z innych krajów UE, dzięki czemu stawki w kraju są wyższe i oscylują w okolicy 9,2-9,3 zł za kg w klasie E – ocenia Bartosz Czarniak, rzecznik prasowy Polskiego Stowarzyszenia Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej POLSUS.

Na przeszkodzie do szybkiego zwiększenia pogłowia świń stoją bardzo wysokie koszty produkcji, które powodują, że od hodowli trzody codziennie odchodzi nawet kilkadziesiąt gospodarstw w Polsce. Żniwa w wielu rejonach kraju można uznać za udane, ale występujący w całej Europie problem suszy dający się szczególnie we znaki na Węgrzech, Rumunii, czy też Francji oraz utrudniony handel ukraińskim ziarnem powodują, że na giełdach towarowych zboża paszowe są na bardzo wysokim poziomie. Wielu producentów zostawi zboża na przechowanie, nie wykorzystując ich do skarmiania zwierząt. Producenci zbóż naturalnie również odczuli duży wzrost kosztów produkcji.

- Stawki za tuczniki są nadal na tyle niskie, że o zadowalającym zysku mówimy wtedy, kiedy wykorzystamy efekt skali. Innymi słowy, mały zysk jednostkowy będzie niezadowalający dla kogoś kto produkuje 100 tuczników, jednak przy 1000 szt. tuczników, ten zysk już może być wystarczający. Dlatego niestety co raz większą rolę odgrywają producenci, którzy są w stanie zapewnić nie jeden, a kilka samochodów na raz w regularnym odstępie czasowym – wylicza Czarniak, który ocenia, że tego trendu nie zmienimy w klasycznym rozumieniu wolnego rynku, bowiem jeśli zysk z tucznika wzrośnie na tyle, aby sprzedaż tucznika na poziomie 40 sztuk miesięcznie zapewniała bezpieczeństwo finansowe gospodarstwa domowego, to dochód ze sprzedaży większej ilości będzie jeszcze większy.

Na rynku rządzi konsument i to on rozdaje karty wymagając dużej ilości w niskiej cenie, a to generuje potrzebę efektu skali na poziomie produkcji. Po drodze od producenta do konsumenta jest jeszcze pośrednik oraz sklep i każdy z nich malicza marże. Pojawia się pytanie, czy można coś z tym zrobić, kiedy z jednej strony mamy polityków, którzy forsują popularne obecnie hasła na temat dobrostanu, które są zgodne z oczekiwaniami konsumentów, ale zarazem sprzeczne z ich wymaganiami finansowymi.

Aby poprawić dobrostan zwierząt, konieczne jest zmniejszenia obsady oraz poprawa warunków bytowych, co jest pozytywnym trendem, ale niestety kosztownym co ma wpływ na wyższą cenę produktu końcowego w postaci mięsa, którą poniesie konsument. Jednak w dobie najwyższej od dekad inflacji klient szuka najniższej ceny.

Bartosz Czarniak ocenia, że są dwie drogi pogodzenia interesów hodowców i konsumentów. Pierwsza z nich to dopłata z budżetu krajowego, lub unijnego do dobrostanu, czyli rekompensata dla hodowcy/ producenta zwierząt za to, że ponosi wyższe koszty, aby poprawić warunki bytowe zwierząt. Czarniak zaznacza jednak aby pamiętać, że pieniądze w państwowej kasie nie biorą się znikąd, a z podatków nałożonych na społeczeństwo.

Konsumenci mogą też zadbać i o siebie i o lokalnych producentów wybierając właśnie oferowane przez nich produkty, które nie oferują mięsa „anonimowego”. Lokalna społeczność często zna samych hodowców i producentów, którzy dostarczają towar do zakładów, lub sami je przetwarzają. Najczęściej są to hodowcy nie idący ilość, nie szukający efektu skali, ponieważ pominięcie pośredników pozwala im na utrzymanie godziwego zysku pomimo wyższych kosztów. Taki produkt jest czasem droższy asortymentu oferowanego w marketach, gdzie mięso przyjeżdża czasem z drugiego krańca Europy, ale warto sobie wtedy porównać ich smak oraz przydatność w kuchni, bowiem dobrej jakości wieprzowina nie oddaje nadmiernie wody, przez co „schabowy” na oleju nie strzela tymże olejem (w wyniku wycieku wody z mięsa), a i smak jest lepszy.

- Dlatego korzystajmy z mięsa pochodzącego od polskich producentów i polskich zakładów, które nastawione są na jakość i nie importują na siłę mięsa z zewnątrz, a kupują od polskich hodowców i producentów, którym bliski jest dobrostan zwierząt – podsumowuje Bartosz Czarniak.

(rpf) pp / Źródło: Bartosz Czarniak POLSUS

Udostępnij: