REKLAMA

Samochód dla rolnika: Żuk – kultowy dostawczak nie do zdarcia

Redakcja - Elektronika i motoryzacja
11.03.2018
Lubię to
Lubię to
0
Super
Super
0
Haha
Haha
0
Smutny
Smutny
0
Szok
Szok
0
Zły
Zły
0
chat-icon 0

Na targach Retro Motor Show zaprezentowano ciekawą scenkę rodzajową, jaką pamięta zapewne z życia wielu rolników w średnim wieku i wzwyż.

fot. Paweł Okoński
REKLAMA

Na targach Retro Motor Show zaprezentowano ciekawą scenkę rodzajową, jaką pamięta zapewne z życia wielu rolników w średnim wieku i wzwyż.

Oto w jednej z hal targowych stał dostawczy żuk, z którego prowadzony był handel obwoźny produktami rolnymi. Przy samochodzie stał stolik, skrzynki z warzywami i charakterystyczna sklepowa waga. Tak to było…

Żuk jest jednym z najbardziej charakterystycznych samochodów dostawczych, w dodatku jednym z najbardziej długowiecznych: choć zadanie rolnicze wypełniają nowocześniejsze samochody dostawcze, z doskonałymi zawieszeniami i regulacją warunków panujących w pomieszczeniach ładunkowych, to żuki nadal wiernie służą do transportu płodów rolnych, nawozów, materiałów i narzędzi rolniczych, a nawet do transportu drobiu i trzody chlewnej. To swego rodzaju kultowy samochód dla rolnika.

Historia powstania żuka ma tło polityczne: samochód powstał niejako w efekcie protestu załogi nowoczesnego zakładu produkcyjnego w Lublinie, który powstał po wojnie na bazie hali produkcyjnej fabryki budowanej w 1938 roku w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego.

Zaplanowano ją początkowo jako montownię samochodów Lublin – GAZ-51. Oczywiście wyposażenie dawnej fabryki zostało rozgrabione przez Niemców, a to co pozostało – przez Rosjan.

Jako Fabryka Samochodów Ciężarowych funkcjonowała od 1951 roku, ale jej główny produkt, GAZ-51, nazwany Lublinem, nie okazał się być dobrą propozycją dla gospodarki: paliwożerny, o małej ładowności, nie był przez to ani dobrą furgonetką, ani ekonomiczną małą ciężarówką.

Przy kłopotach z dostarczeniem licencyjnej dokumentacji i części do montażu, wyprodukowano Lublinów w Lublinie niespełna 17,5 tysiąca.

Załoga zakładu chciała podjąć produkcję samochodu, który byłby bardziej potrzeby polskiej gospodarce, dostawczaka o ładowności około tysiąca kilogramów.

Pewne podstawy już były: silnik, elementy sterowania, zawieszenia, układ przeniesienia napędu, wzięte z samochodu osobowego Warszawa, co później – dodajmy jako anegdotę – pozwoliło Rosjanom mówić, że sprzedali Polakom licencję na samochód osobowy, a kupowali później samochód dostawczy na tych samych zespołach…

Biuro konstrukcyjne fabryki musiało jednak opracować samochód od nowa, a nie zmodernizować, czy przerobić nie rewelacyjną przecież osobówkę. Stanisław Tański był kierownikiem zespołu konstrukcyjnego, a w tej grupie pracował m.in. Julian Kamiński, współtwórca charakterystycznego nadwozia.

Pierwsze Żuki – bo taką nazwę przyjęto dla samochodu – miały karoserię wykonywaną ręcznie, a szereg elementów, m.in. szybę przednią, czy drzwi kabiny – uproszczono w procesie produkcji, nie wykonując ich tak, jak chciał projekt.

Pierwsze prototypy Żuka zbudowano po niecałym roku prac projektowych, w 1958 roku. Auto nazwano Żukiem, jako analogię do sympatycznych owadów, i założenia, że ten samochód dostawczy, będzie ruchliwy i wszędobylski na ulicach miast i wsi, niczym żuczki i żuki.

Inną anegdotą była historia związana z uruchomieniem produkcji: oto jeden z ważnych oficjeli państwowych, ze Zjednoczenia Przemysłu Motoryzacyjnego w Warszawie, słysząc, że lubelska fabryka chce uruchomić produkcję samochodu na wielką skalę, wobec bardzo poważnego zainteresowania ze strony krajowych i zagranicznych odbiorców, zapowiedział, że mu prędzej na dłoni kaktus wyrośnie.

Gdy rok później lubelska fabryka świętowała wyprodukowanie tysięcznego Żuka, załoga przekazała dla tegoż oficjela kaktusa w doniczce.

Ten sympatyczny dostawczak produkowana była do 30 stycznia 1998 roku, a produkcję zakończono po wypuszczeniu z taśm 587 500 egzemplarzy…

Dziś Żuka można kupić w dużej rozpiętości cenowej – od 1390 zł za egzemplarz z 1989 roku do aż 39.900 zł za samochód z 1998 roku – a więc z końcówki serii, garażowany, w stanie fabrycznym. Ten ostatni czeka na nabywcę w podpoznańskim Puszczykowie.

(rm) Paweł Okoński

Lubię to
Lubię to
0
Super
Super
0
Haha
Haha
0
Smutny
Smutny
0
Szok
Szok
0
Zły
Zły
0
chat-icon 0

REKLAMA

Polecane

Komentarze (0)

Zaloguj się lub załóż konto, Twoja nazwa zostanie automatycznie przypisana do komentarza.

Zamieszczając komentarz akceptujesz regulamin


REKLAMA

Zobacz więcej

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA