SYN CarialStar screening 1920x1080 big kopia

17.7°C

partnerzy:

reklama

syngenta neu

reklama
reklama
1/13

Tak wczesnych żniw jeszcze nie było!

Napisał  Lip 11, 2018

Dopiero co zakończyła się pierwsza dekada lipca, a w wielu regionach w Polsce żniwa są już na półmetku (a w przypadku niektórych upraw dobiegają końca).

Tak wczesnych żniw rolnicy nie pamiętają. Przyspieszone zbiory nie idą jednak w parze z wysokimi plonami – w tym roku straty suszowe zapewne przekroczą min. 20% w skali kraju.

Najwcześniej, bo już w połowie czerwca, zbiory rozpoczęli rolnicy w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku, Lubelszczyźnie i w województwie łódzkim. Stopniowo dołączają do nich producenci z kolejnych województw. O żniwach w województwie kujawsko-pomorskim pisaliśmy już w artykule pt. „Kujawsko-pomorskie: rzepak sypie prawe 3 tony z hektara”.

Już miesiąc przed rozpoczęciem zbiorów było wiadomo, że na pola kombajnami wyjedziemy znacznie wcześniej. W porównaniu do „normalnych” terminów, w tym roku żniwa są przyspieszone o 2-3 tygodnie.

- Zdarzały się lata, w których od momentu kwitnienia nie było wody, ale żeby przed 10. lipca zbierać i wszystko dojrzało, nawet pszenice ozime dojrzały, to tak jeszcze nie było. Przynajmniej w moim dorosłym życiu, kiedy zajmuję się ponad 30 lat rolnictwem na własnym gospodarstwie, a wcześniej jeszcze u rodziców – podkreśla Piotr Walkowski, rolnik z Wielkopolski, prezes Wielkopolskiej Izby Rolniczej.

Przyspieszona wegetacja, przyspieszone zbiory

Wszystkiemu winna pogoda – szybki start roślin w kwietniu i przyspieszona wegetacja od tego czasu oraz niedobór wody skłoniły rośliny do szybszego rozwijania. Dodatkowo, z uwagi na stres związany z suszą, rośliny szybciej dojrzewały - zboża wydawały kłosy czy rzepak łuszczyny. Stan upraw uzależniony był oczywiście od warunków pogodowych w danym regionie oraz gleb na polu.

- Żuławy są takim miejscem, gdzie efekty suszy widać bardzo późno. Tutaj rośliny się bronią, jest mocna gleba, chociaż też nie unikamy słabszych gleb – gdzieniegdzie jest lżejsza gleba, piaszczysta i tam widać, że rośliny upadają. Normalnie tu są plony bardzo wysokie, odbiegające od średniej krajowej, ale w tym roku nie spodziewamy się większych plonów ze względu na pogodę. To widać, jak pszenica redukuje. No chyba, że spadnie większy deszcz, który ją uratuje, bo ona jest teraz w trakcie wypełniania – mówił w trzeciej dekadzie czerwca Wojciech Karaś, rolnik z Żuław.

Mniejsza ilość, gorsza jakość

Są rejony na północy i zachodzie kraju, gdzie rolnicy zbierają 2,5-3 tony ziarna z hektara. Zdarza się, że plantacje nadają się tylko do zaorania. Aktualnie wiadomo już też, że nawet, jak rolnicy przywożą z pola więcej ziarna, to ma ono gorsze parametry. Jego jakość pozostawia wiele do życzenia.

- Te wysokie temperatury ograniczyły procesy asymilacyjne. Ziarno jest gorszej jakości, jest drobniejsze i w przypadku zbóż chlebowych nie ma tzw. liczby opadania, nie spełnia wymagań – zauważa Piotr Walkowski. - Od nas z regionu wysyłane były już transporty zboża do Berlina, ale zostały one tam wstrzymane i nie wiadomo, czy będą odebrane - Niemcy zastanawiają się, czy nie wrócić transportu, bo liczba opadania nie spełnia wymagań, mimo że gęstość nasypowa jest dobra – mówi.

Rolnicy podkreślają, że nawet jeśli zebrali plony podobne do zeszłorocznych, to ziarno jest m.in. „bardziej puszyste”, nie jest zbite. Więc jak wcześniej mieli na przyczepie 6 ton, to teraz jest niecałe 5 ton.

Na konkretne szacunki co do redukcji plonów w Polsce zarówno tych ilościowych, jak i jakościowych trzeba jeszcze poczekać do końca żniw. Na pewno statystyki ratuje południe i południowy wschód Polski, gdzie sytuacja na polach jest znacznie lepsza niż na zachodzie, w centrum i na północnym zachodzie. Przeczytaj więcej o sytuacji zagrożenia suszą w artykule „Polska podzielona... suszą”.

(rup) Renata Struzik

reklama
reklama reklama reklama reklama reklama