SYN CarialStar screening 1920x1080 big kopia

17.7°C

partnerzy:

reklama

syngenta neu

reklama
Komary – polują na nas w polu, ogrodzie i w domu © thithawat - Fotolia.com

Komary – polują na nas w polu, ogrodzie i w domu

Napisał  Lip 01, 2018

Są małe, bardzo delikatne i wolniejsze w locie od idącego człowieka. Są też nieostrożne, identyfikowane po brzęczeniu i stosunkowo łatwe do zabicia w pomieszczeniu, gdy je dostrzeżemy.

Z drugiej strony komary – bo o nich mowa – są stworzeniami starszymi od człowieka, zaawansowanymi w budowie i „działaniu”. Są skutecznymi krwiopijcami, o których wiemy bardzo mało.

Komary są tam, gdzie jest stojąca woda – oczka wodne, kałuże, jeziora, wiadro deszczówką w ogrodzie, rozlewiska po powodziach. W części z nich, tam gdzie nie ma ryb i wodnych płazów, które mogłyby zapolować na larwy, znajdują dobre warunki do rozwoju.

A że rozmnażają się szybko i występują w dużej ilości, uprzykrzają pracę w polu, przy domu, a w ciepłe wieczory korzystają z zaproszenia, jakie daje uchylone okno i drzwi domu.  

Komary są ważnym ogniwem łańcucha pokarmowego ptaków, ryb, drapieżnych owadów wodnych. W Polsce występuje 47 gatunków komarowatych, w większości odżywiających się krwią. Krew jest potrzebna samicom do wyprodukowania jaj, polują więc na ludzi, na zwierzęta, a nawet na inne owady.

Nie lubią słońca, suchego powietrza, aktywne są najczęściej przed południem i wieczorem. Samce, mniejsze od samic, nie żywią się krwią a nektarem z kwiatów, nie są więc groźne. Spotykają się z samicami w locie, a wynikiem ich spotkania jest kilkaset, przeważnie około trzystu jaj składanych w wodzie.

Z nich wychodzą larwy, oddychające powietrzem atmosferycznym przy powierzchni, płochliwe i żywiące się pierwotniakami, okrzemkami, bakteriami. Z czasem przechodzą w postać poczwarki i następnie – w dorosłego owada. Komary żyją kilka tygodni, te późne – jesienne zimują np. w piwnicach, szopach, w stanie hibernacji.

_________________

Czytaj również: Rolnicy chorują głównie na boreliozę”
_________________


Taki zwykły, mały komar jest żywym aparatem do pobierania krwi
. Wkłuwa się najczęściej w por skóry, wpuszcza w naczynie włosowate swoją ślinę, która powoduje u ofiary znieczulenie miejscowe i zapobiega krzepnięciu krwi.

W ślinie tej mogą znajdować się mikroorganizmy, powodujące, że w krajach tropikalnych, na szczęście nie w Polsce, osoby ukłute chorują na malarię, gorączkę Zika, wirus Denga. Ślina też powoduje odczyn alergiczny – swędzenie, charakterystyczną opuchliznę.

Aparat gębowy komara ma bardzo ogólnie ujmując dwa otwory: jednym wypływa ślina, a drugim zasysana jest krew, przy czym dzięki zastawce w głowie komara, pobierana krew nie miesza się z własną krwią owada.

Co ciekawe – wbrew obiegowym opiniom – komar nie przenosi chorób między zaatakowanymi ludźmi, bo krew z poszczególnych pobrań nie miesza się ze sobą.

Ten aparat to w zasadzie sześć igieł, współpracujących ze 150-cioma receptorami, dzięki którym komar znajduje ofiarę, identyfikuje ją jako bardziej lub mniej atrakcyjną (dzięki lotnym kwasom tłuszczowym nad skórą, zależnym od płci, czy diety człowieka), określa miejsce, gdzie najlepiej wbić się w poszukiwaniu krwi, a nawet rozpoznaje wodę jako dostatecznie odżywczą przed złożeniem jaj.

Igiełki te wbijają się w skórę, gdy podająca je trąbka przysysa się do skóry. Dwie igiełki, przebijające się przez skórę mają bardzo ostre zęby, perfekcyjnie i bezboleśnie dla ofiary tnące skórę. Pozostałe powstrzymują opór tkanek, a jedna – zasysa krew. Jednocześnie pompowana jest ślina, która zapobiega zbyt szybkiemu krzepnięciu krwi i powoduje rozszerzenie się naczyń krwionośnych.

Samica bardzo szybko zagospodarowuje pobieraną krew: oddziela czerwone krwinki od wody, a tę ostatnią od razu wydala za pomocą odwłoka. W efekcie może pobrać dziesięć razy więcej „zagęszczonej” krwi, niż byłaby w stanie zmieścić, bez oddzielania od niej wody.

Komary można zwalczać za pomocą rozpylanych środków chemicznych i biologicznych, zawierających pyretroidy, jednak działają one dość krótko i są zagrożeniem dla środowiska, nie tylko dla samych komarów. Lepsze jest opryskanie się środkiem w sprayu, który zawiera DEET, związek chemiczny, który sprawia, że komarzyce nie wyczuwają oktanolu, naturalnego alkoholu wytwarzanego przez skórę człowieka. Jednak jest on niebezpieczny dla dzieci poniżej drugiego roku życia oraz używany bezpośrednio na ciało.

(rzd) Paweł Okoński

reklama
reklama reklama reklama reklama reklama