logowanie rejestracja

Zaloguj się na swoje konto

Nazwa użytkownika *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

Utwórz konto

Pola wymagane są oznaczone gwiazdką (*).
Nazwa *
Nazwa użytkownika *
Hasło *
Powtórz hasło *
E-mail *
Powtórz e-mail *
Captcha *

partnerzy portalu

reklama
reklama
Jak utrzymać opłacalność hodowli kurcząt fot. Tomasz Kodłubański

Jak utrzymać opłacalność hodowli kurcząt

Napisał  Kwi 14, 2018

Mirosław Sulmierski wraz z synem Bogdanem prowadzi duże 30-hektarowe gospodarstwo drobiarskie. Sulmierski zaczynał w 1982 roku, wtedy powstał pierwszy kurnik o powierzchni tysiąc sto metrów kwadratowych.

Hodowla drobiu to była przyszłość
- Zainwestowaliśmy w ten budynek z myślą, że zajmiemy się na poważnie hodowlą kur niosek. Przez siedem lat produkcja kur była w miarę opłacalna, aż w 1997 roku przeszliśmy w pełni na hodowlę brojlerów i podpisaliśmy umowę handlową z zakładami drobiarskimi w naszej okolicy. Produkcja kurczaków stała się naszym głównym dochodem – opowiada hodowca.

W 2007 roku powstał następny kurnik o powierzchni tysiąca dwustu metrów kwadratowych, a w 2012 roku następny mniejszy o powierzchni siedmiuset metrów kwadratowych.

- Okres od roku 2016 do zimy 2017, to czas, w którym mieliśmy sporo problemów z chorobami w naszych stadach, przy czym ceny pasz znacznie przyczyniały się do ograniczenia rocznych zysków – podkreśla hodowca.

Również spadek cen kurczaków w tym czasie powodował, że opłacalność bardzo się obniżała. Na szczęście dzisiaj cena jest wyższa, a to oznacza spory wzrost opłacalności.

Sulmierscy mają od sześciu do dziewięciu cykli produkcji tuczu rocznie. Przeciętny okres tuczu wynosi pięć tygodni. Obsada kurników zmniejszyła się do około pięćdziesięciu siedmiu tysięcy sztuk w stosunku do lat 2014-2015, w których hodowcy zimą i wczesną wiosną wstawiali do kurnika około sześćdziesięciu tysięcy sztuk kurcząt.

- Koszty utrzymania są nadal bardzo duże, mimo iż ceny pasz trochę spadły w porównaniu do lat 2014-2015, gdy cena za 1 tonę startera dochodziła do 1600 złotych netto – wylicza hodowca. Koszt energii elektrycznej w naszym gospodarstwie wynosi kilkanaście tysięcy złotych w sezonie, a cena miału węglowego, którego także używamy do ogrzewania kurników dochodzi do czterdziestu pięciu tysięcy złotych w sezonie zimowo-wiosennym.

Do kosztów produkcji trzeba doliczyć koszty transportu piskląt z zakładu drobiarskiego, a także koszty paliwa, które na co dzień zużywany w produkcji.

Hodowcy kupują w zakładzie drobiarskim pisklęta Ross 308 w cenie 1,32 zł za kilogram netto. Hodowcy, także ci co mają własne zboże, są zmuszeni do kupna paszy ponieważ na specjalistycznej paszy brojler przyrasta odpowiednio szybko.

Jeden kurczak zjada 1,7 kilograma specjalistycznej mieszanki na każdy kilogram przyrostu wagi – dodaje Sulmierski. Dorasta w naszej hodowli do wagi 2,5 kilograma. Tona paszy kosztuje dziś przeciętnie tysiąc trzysta złotych. Wychodzi więc, że koszt żywienia od pisklęcia to już ponad sześć złotych. Pisklę, jeśli było kupione w wylęgarni, to kolejny koszt 1,5 złotego.

Nagłe zmiany temperatury mocno utrudniają hodowlę

W bieżącym roku i rok wcześniej hodowla Sulmierskich była nie raz atakowana przez wirusy. Do sporych problemów podczas wychowu przyczyniają się również nagłe i niespodziewane wahania temperatury powietrza.

- Najgorsze są nagłe skoki temperatury w okresie gdy kurczęta nie są do tego przyzwyczajone – tłumaczy rolnik. Zarówno w roku 2016 jak i w obecnym takie sytuacje zdarzały się dość często. Dość powiedzieć, że jeszcze w październiku 2016 temperatura powietrza wzrosła do ponad trzydziestu stopni Celsjusza, a w kurnikach było nawet do czterdziestu stopni. Skutki, pomimo naszej szybkiej interwencji były opłakane. Z każdego kurnika wynosiliśmy po kilka tysięcy padniętych ptaków.

W gospodarstwie Sulmierskich upadki ptaków w normalnej sytuacji nie przekraczają 3% ilości sztuk tuczonych podczas jednego rzutu.

- W roku 2016 w czerwcu także nastąpił wzrost temperatury powietrza ale wówczas kurczęta były przyzwyczajone już do wysokiej temperatury i upadki liczyliśmy po kilkaset sztuk z kurnika – wspomina hodowca.

Wirusy ciągle nam zagrażają
Taka mała ilość upadków w gospodarstwie to skutek ciągłego nadzoru nad stadem, zarówno w czasie bezpośrednio po dostawie piskląt do gospodarstwa jak i w następnych miesiącach tuczu. 

- Profilaktyka chorób takich jak mycoplasmosa czy salmonelloza, które powodują przeważnie największe upadki kurcząt to dla nas podstawowa sprawa. Jednak trudno jest całkowicie uniknąć zakażeń wirusowych stada – twierdzi hodowca.

W tym roku kolejne trzy rzuty kurczaków w hodowli Sulmierskich zostały zarażone wirusem, którego pochodzenie starało się ustalić kilku weterynarzy.

- Przy każdym cyklu kurczaki były szczepione ochronnie przeciw salmonellozie, ale stale powtarzały się upadki w tysiącach sztuk – wyjaśnia hodowca. Dopiero w końcu października i na początku listopada 2017 roku zostało ustalone, że kurczaki miały syndrom złego wchłaniania chorobę typu enteropatycznego i zarażone były rotawirusami. Dopiero pod koniec grudnia 2017 r. zwalczyliśmy tę chorobę po licznych zabiegach weterynaryjnych. Całość leczenia stada w tym roku to koszt sięgający mniej więcej dwudziestu tysięcy złotych.

My ciągle stawiamy na jakość kurcząt
- By utrzymać się na rynku nasze kurczaki być dobrej jakości, zdrowe i w wadze ponad dwa i pół kg na sztukę – wylicza Sulmierski. Uzyskanie takiej wagi przy korzystnych uwarunkowaniach cenowych na rynku gwarantuje osiągnięcie ceny, która pokrywa koszty produkcji i nieraz przynosi jakiś zysk.

Sulmierscy na razie próbują ustabilizować produkcję po doświadczeniach z wirusami.

- W takiej sytuacji jak dzisiaj cały czas pracujemy po to by uzyskać choć taki zysk by unowocześnić system wentylacyjny jaki funkcjonuje w naszych kurnikach. To w przyszłości uprości nadzór nad hodowlą. Na większe inwestycje nas na razie nie stać – podsumowuje hodowca.

(rzw) Tomasz Kodłubański

reklama
reklama reklama reklama reklama
reklama
300x600 bayer univo szczyt

Ogłoszenia